Artur Ernst ma 419 punktów. Maximilian Safarzyński – 394. Dzieli ich 25 punktów i na pierwszy rzut oka sytuacja w Micro Max przed ostatnią rundą ROTAX MAX Challenge Poland wygląda znacznie spokojniej niż w Junior Max czy Senior Max. Wystarczy jednak zajrzeć głębiej w wyniki sześciu rund, żeby zobaczyć bardzo ciekawy sezon dwóch kierowców, którzy wspólnie wygrali 21 z 24 rozegranych wyścigów. Jest też jedno „zero”, które może odegrać ważną rolę. Safarzyński został w jednym z wyścigów wykluczony, a zgodnie z regulaminem tego wyniku nie może odrzucić.
I jest jeszcze coś.
Na tydzień przed finałem RMC Poland obaj spotkali się w Biłgoraju. Na tym samym torze, w Micro Max. Safarzyński wygrał weekend. Ernst był piąty. W czterech wyścigach Max zdobył od Artura o 51 punktów więcej.
Za kilka dni w RMC Poland będzie musiał odrobić 25.
Czy ostatni weekend był tylko pojedynczym wydarzeniem, czy zobaczyliśmy właśnie zapowiedź finału sezonu?
Dwóch kierowców zabrało prawie wszystko
Micro Max ma w tym sezonie dwóch wyraźnych bohaterów walki o pierwsze miejsce.
Artur Ernst wygrał 11 z 24 wyścigów.
Maximilian Safarzyński – 10.
Razem daje to 21 zwycięstw. Dla wszystkich pozostałych kierowców zostały trzy.
Jeszcze ciekawiej wygląda regularność.
Ernst aż 18 razy na 24 starty kończył na pierwszym lub drugim miejscu. Safarzyński zrobił to 15 razy.
To bardzo dużo mówi o ich sezonach.
Ernst znacznie rzadziej wypadał z absolutnej czołówki. Safarzyński miał większe wahania, ale kiedy trafiał z formą, potrafił przejąć cały weekend.
Najlepszym przykładem był Słomczyn.
Artur Ernst. Sezon zbudowany na regularności
Pierwszy weekend sezonu w Biłgoraju wcale nie zapowiadał późniejszej przewagi Ernsta.
Zaczął znakomicie.
P1 – P1.
Potem przyszło jednak P12 i P5.
W czterech wyścigach zdobył 65 punktów, podczas gdy Safarzyński zgromadził 83. Ernst wyjechał więc z pierwszego Biłgoraja ze stratą 18 punktów do swojego najważniejszego rywala.
Później jego sezon zaczął wyglądać zupełnie inaczej.
W Třincu Ernst zdobył:
P1 – P2 – P1 – P1.
95 punktów.
W Toruniu:
P2 – P2 – P1 – P1 z best lapem.
92 punkty.
Osiem kolejnych wyścigów i ani jednego miejsca poza pierwszą dwójką.
W Bydgoszczy ponownie wygrał trzy razy:
P1 – P1 – P7 – P1 z best lapem.
88 punktów.
Po czterech rundach miał więc za sobą niezwykle mocny środek sezonu. Od pierwszego wyścigu w Třincu do drugiego wyścigu w Bydgoszczy wystartował dziesięć razy i dziewięć razy kończył na P1 albo P2.
To jest fundament jego dzisiejszej przewagi.
Nie jeden perfekcyjny weekend.
Cała seria bardzo wysokich wyników.
Słomczyn. Weekend Safarzyńskiego
Jeżeli jednak chcemy znaleźć rundę pokazującą, dlaczego 25 punktów przewagi nie kończy jeszcze tej historii, trzeba wrócić do Słomczyna.
Safarzyński zdobył tam:
27 – 25 – 27 – 27.
Wygrał wszystkie cztery wyścigi.
W trzech do zwycięstwa dołożył najlepsze okrążenie.
Zdobył 106 ze 108 możliwych punktów.
Ernst był cztery razy drugi.
20 – 20 – 20 – 20.
80 punktów.
Trudno o lepszy przykład dwóch różnych sposobów na przejechanie bardzo dobrego weekendu.
Ernst cztery razy był drugi. Nie zaliczył słabego wyścigu. Nie wypadł z czołówki.
A mimo tego w ciągu jednej rundy stracił do Safarzyńskiego 26 punktów.
Przed Biłgorajem dzieli ich 25.
Ta jedna liczba wystarcza, żeby zrozumieć, dlaczego sprawa nadal nie jest zamknięta.
Safarzyński. Sezon o większej amplitudzie
Pierwszy Biłgoraj należał właśnie do niego.
P4, P2, P1, P1.
83 punkty.
W Třincu było P2 z best lapem, P1 z best lapem, P12 i P5. Łącznie 68 punktów.
Potem Toruń.
P1, P1, P4 i… WK. Co ważne, ze zwykłego gapiostwa, po odzyskiwaniu pozycji po czerwonej linii, podczas procedury startowej. Wcześniej podczas dogrzewania opon obróciło Maxa na okrążeniu wcześniej.
Wykluczenie.
W Bydgoszczy Safarzyński wrócił do bardzo wysokiej regularności:
P2 – P3 – P1 – P2.
81 punktów.
A później przyszedł Słomczyn i niemal perfekcyjne 106 punktów.
W Poznaniu nie udało się tego powtórzyć.
P1, P4, P7, P4.
62 punkty.
Ernst zdobył tam 71, więc przed finałem różnica pomiędzy nimi ponownie zwiększyła się o dziewięć punktów.
Safarzyński ma więc sezon bardziej nierówny niż Ernst.
Potrafił zdobyć 106 punktów podczas jednego weekendu i wygrać wszystkie cztery wyścigi. Ma jednak również P12, P7, kilka czwartych i piątych miejsc oraz wykluczenie.
I właśnie ono jest wyjątkowe.
Zero, którego nie można odrzucić
Przy zwykłym spojrzeniu na tabelę zero to zero.
W tym przypadku nie.
Regulamin ROTAX MAX Challenge Poland przewiduje odliczenie sześciu najsłabszych wyników. Zawiera jednak bardzo ważne zastrzeżenie: nie można odliczyć wyścigu lub rundy, z której zawodnik został wykluczony.
Safarzyński ma takie wykluczenie z Torunia.
W jego wynikach widnieje:
0 WK.
I tego zera nie można potraktować jak zwykłego najsłabszego rezultatu.
Ono zostaje.
W praktyce oznacza to, że Safarzyński ma mniejszą swobodę przy sześciu odrzutach. Jeden z jego najgorszych wyników musi pozostać częścią końcowego rachunku.
Ernst takiego wykluczenia w dotychczasowych wynikach sezonu nie ma.
491 do 463
Różnicę pomiędzy ich sezonami dobrze pokazują punkty brutto.
Przed odrzutami Ernst zdobył:
491 punktów.
Safarzyński:
463.
Różnica wynosi 28 punktów.
Po odrzuceniu wyników tabela pokazuje:
419 – 394.
Różnica spada do 25 punktów.
To ważne przed ostatnią rundą, ponieważ czterech nowych rezultatów nie można po prostu dopisać do 419 i 394.
Po Biłgoraju trzeba będzie ponownie spojrzeć na wszystkie 28 rezultatów i ustalić sześć odrzucanych wyników każdego kierowcy.
Z jednym wyjątkiem.
WK Safarzyńskiego zostaje.
Ernst prawie zawsze jest z przodu
Jeżeli szukamy największej różnicy pomiędzy tymi sezonami, znajdziemy ją właśnie w regularności.
Ernst w 24 wyścigach ma:
11 zwycięstw, siedem drugich miejsc, jedno trzecie, jedno piąte, jedno szóste, jedno siódme i jedno dwunaste miejsce.
Oznacza to, że 18 razy na 24 starty kończył na P1 lub P2.
75 procent wszystkich wyścigów.
Safarzyński ma:
10 zwycięstw, pięć drugich miejsc, jedno trzecie, cztery czwarte miejsca, jedno piąte, jedno siódme, jedno dwunaste oraz wykluczenie.
Na P1 lub P2 kończył 15 razy.
To nadal bardzo wysoki poziom, ale przebieg jego sezonu jest bardziej poszarpany.
Ernst częściej bierze bardzo dużo punktów.
Safarzyński częściej przechodzi od weekendu niemal perfekcyjnego do wyścigu, w którym traci znacznie więcej.
I właśnie dlatego Słomczyn jest tak ważny
Regularność Ernsta może sugerować spokojny finał.
Słomczyn pokazuje, dlaczego nie należy wyciągać takiego wniosku zbyt szybko.
Podczas jednego weekendu Ernst cztery razy był drugi.
Trudno wymagać znacznie więcej od zawodnika walczącego o cały sezon.
A jednak stracił do Safarzyńskiego 26 punktów.
Dzisiaj jego przewaga wynosi 25.
To właściwie gotowy przykład pokazujący, czego Safarzyński potrzebuje w Biłgoraju.
Nie wystarczy być trochę szybszym.
Potrzebuje weekendu, podczas którego pomiędzy nim i Ernstem regularnie będą pojawiać się punkty.
Zwycięstwo nad drugim miejscem daje pięć punktów różnicy.
Cztery takie wyścigi to 20.
Nawet cztery zwycięstwa Safarzyńskiego przy czterech drugich miejscach Ernsta nie dają jeszcze prostych 25 punktów potrzebnych do odrobienia dzisiejszej różnicy.
Do gry muszą więc wejść best lapy, odrzuty albo inni kierowcy.
I Micro Max pokazał już w tym sezonie, że jest to możliwe.
Poznań pokazał jeszcze coś
Ostatnia runda RMC Poland nie należała do żadnego z nich.
Klasyfikację weekendu wygrał Antoni Dąbrowski z 74 punktami. Ernst był drugi z 71, Safarzyński piąty z 62.
To ważne przed finałem.
Bo walka o sezon nie będzie pojedynkiem dwóch kartów jeżdżących po pustym torze.
Każdy kierowca, który znajdzie się pomiędzy nimi, zmienia różnicę punktową.
Każdy, który odbierze zwycięstwo obu, zmienia rachunek.
Ernst przekonał się o tym również w Poznaniu, gdzie w trzecim wyścigu otrzymał pięć sekund kary za uderzenie i zyskanie pozycji.
Jeden incydent, jedno miejsce stracone albo zyskane, jedna kara — przy czterech wyścigach finału takie rzeczy mogą szybko zacząć ważyć więcej niż przewaga zapisana w tabeli przed weekendem.
Wracają tam, gdzie wszystko się zaczęło
Pierwszą rundę sezonu rozegrano właśnie w Biłgoraju.
Safarzyński zdobył tutaj 83 punkty.
Ernst 65.
Różnica wyniosła 18 punktów na korzyść Maxa.
Co więcej, obaj wygrali wtedy po dwa wyścigi.
Ernst dwa pierwsze.
Safarzyński dwa ostatnie.
To był niemal symboliczny początek sezonu, który przez kolejne miesiące stał się ich pojedynkiem.
Ale teraz do historii pierwszego Biłgoraja trzeba dopisać coś jeszcze.
Bo oni właśnie tutaj wrócili.
Tydzień przed finałem.
51 punktów w jeden weekend
Na tydzień przed decydującą rundą ROTAX MAX Challenge Poland Ernst i Safarzyński ponownie spotkali się w Biłgoraju, tym razem podczas ostatniej rundy krajowych rozgrywek Micro Max.
I ten weekend zdecydowanie należał do Maxa.
W pierwszym wyścigu Safarzyński był drugi, Ernst trzeci.
Na mecie dzieliło ich zaledwie 0,235 sekundy.
W drugim Max wygrał.
Artur był piąty.
W trzecim Safarzyński ponownie zwyciężył.
Ernst zrobił najlepsze okrążenie wyścigu – 54,435 – ale otrzymał pięć sekund kary za incydent i został sklasyfikowany na dwunastym miejscu.
W czwartym Max wygrał po raz trzeci.
Ernst ponownie był najszybszym zawodnikiem na pojedynczym okrążeniu. Tym razem przejechał je w 54,339.
Na mecie był jednak siódmy.
Po czterech wyścigach Safarzyński miał 95 punktów.
Ernst 44.
Różnica:
51 punktów.
Czy to zapowiedź finału?
To pytanie pojawiło się właściwie samo.
Bo za kilka dni ci sami dwaj kierowcy pojawią się na tym samym torze.
A w tabeli RMC Poland dzieli ich nie 51 punktów.
Tylko 25.
Nie oznacza to, że historia musi się powtórzyć.
To będzie inny weekend, inny układ rywali i przede wszystkim inna sytuacja punktowa. W RMC Poland dochodzi system sześciu odrzutów, a Safarzyński wciąż musi zachować w swoim dorobku wykluczenie z Torunia.
Ale ostatni weekend odbiera tej rywalizacji jeden argument, który jeszcze niedawno wydawał się oczywisty.
25 punktów nie wygląda już jak ogromna przewaga.
Nie po tym, co wydarzyło się na tym samym torze siedem dni wcześniej.
Najciekawsze jest jednak coś innego
Ernst podczas ostatniego weekendu w Biłgoraju nie wyglądał na zawodnika, któremu brakuje szybkości.
W dwóch ostatnich wyścigach zrobił najlepsze okrążenia.
W czwartym jego 54,339 było o 0,107 sekundy lepsze od najlepszego okrążenia Safarzyńskiego.
Tempo było.
Nie było wyniku.
I właśnie tutaj pojawia się ciekawy kontrast przed finałem.
Safarzyński przyjedzie po weekendzie, podczas którego potrafił zamienić tempo w trzy zwycięstwa.
Ernst przyjedzie po weekendzie, podczas którego potrafił być najszybszy, ale nie potrafił zamienić tej szybkości w odpowiednio dużą liczbę punktów.
To może być znacznie ważniejsze niż sam wynik 95–44.
Biłgoraj dwa razy przemawiał za Maxem
Jeżeli połączymy oba tegoroczne weekendy rozegrane tutaj przez tych kierowców, pojawia się jeszcze ciekawszy obraz.
W pierwszej rundzie RMC Poland:
Safarzyński 83 – Ernst 65.
Różnica:
+18 dla Maxa.
Na tydzień przed finałem:
Safarzyński 95 – Ernst 44.
Różnica:
+51 dla Maxa.
Dwa tegoroczne spotkania w Biłgoraju.
Dwa razy punktowo lepszy Safarzyński.
To nie jest dowód na to, co wydarzy się podczas finału.
Ale trudno tę statystykę zignorować.
Zwłaszcza że w tabeli RMC Poland trzeba odrobić 25 punktów.
Tyle że cały sezon mówi coś innego
I tutaj wracamy do Artura Ernsta.
Bo jeżeli dwa weekendy w Biłgoraju przemawiają za Safarzyńskim, to sześć rund ROTAX MAX Challenge Poland przemawia za regularnością Ernsta.
491 do 463 w punktach brutto.
419 do 394 po odrzutach.
18 do 15 w liczbie finiszów P1–P2.
11 do 10 w liczbie zwycięstw.
Przewaga Ernsta nie powstała przypadkiem.
Budował ją przez cały sezon, przede wszystkim tym, że bardzo rzadko wypadał z pierwszej dwójki.
Safarzyński pokazał natomiast coś innego.
Jeżeli ma swój weekend, potrafi zdobywać punkty seriami.
Słomczyn:
106 do 80.
Ostatni Biłgoraj:
95 do 44.
W obu przypadkach podczas czterech wyścigów odrobił do Ernsta więcej niż 25 punktów, które dzielą ich przed finałem RMC Poland.
Spokojny finał? Już niekoniecznie
Jeszcze kilka dni temu Micro Max mógł wyglądać na najbardziej poukładaną z najważniejszych kategorii przed finałem.
Junior Max ma jeden punkt różnicy.
Senior Max ma trzech kierowców w granicach 16 punktów.
Micro Max miał lidera z przewagą 25.
Tyle że tydzień przed finałem dwóch najważniejszych zawodników spotkało się na torze, na którym za kilka dni rozstrzygną sezon.
Safarzyński wygrał trzy z czterech wyścigów.
Ernst był w klasyfikacji weekendu piąty.
Różnica wyniosła 51 punktów.
A jednocześnie dwa najlepsze okrążenia Ernsta w końcówce weekendu pokazały, że problemem nie było samo tempo.
To sprawia, że finał zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Safarzyński wie, że potrafi tutaj wygrywać.
Wie, że w tym roku już dwukrotnie podczas jednego weekendu odrabiał do Ernsta więcej niż wynosi obecna różnica w RMC Poland.
Ale wie również, że ma w swoim sezonie jedno zero, którego nie może wyrzucić.
Ernst ma przewagę.
Ma bardziej regularny sezon.
Ma 18 finiszów na P1 lub P2 w 24 wyścigach.
I nawet tydzień przed finałem pokazał, że na tym torze potrafi być najszybszy.
Teraz musi ponownie zamienić szybkość w punkty.
Przez sześć rund Artur Ernst zbudował 25 punktów przewagi.
Maximilian Safarzyński w ostatni weekend na tym samym torze odrobił do niego 51.
Za kilka dni licznik zostanie wyzerowany na starcie pierwszego wyścigu.
A po czterech kolejnych trzeba będzie policzyć 28 rezultatów, sześć odrzutów i jedno zero, którego wyrzucić nie wolno.

