OKIEM RODZICA

0
2893

OD REDAKCJI KARTING RAPORT:

Jako redakcja zostaliśmy poproszeni o opublikowanie listu otwartego, co w tym momencie robimy. Jest to list Patryka Angelarda, rodzica dwójki kierowców kartingowych ścigających się w naszym kraju. Są to jego spostrzeżenia, dotyczące ostatniego weekendu wyścigowego, ale też tego, co dzieje się w paddocku kartingowym w ostatnich tygodniach/miesiącach.

Oto list od rodzica kartingowego, Patryka Angelarda

Co dalej z kartingiem w Polsce?
Zanim przejdę do meritum kilka uwag, żeby pokazać szerszy kontekst co się wydarzyło dla tych co nie są w temacie:

  • jestem ojcem dwójki dzieci jeżdżących w kartingu od 2016 roku. Przez blisko 7 lat przebyliśmy długą drogę przez obie polskie serie, WSKi, Mistrzostwa Europy, Champions of the Future inaczej zwane RGMMC, CEE i inne serie. Byliśmy na naprawdę wielu torach w całej Europie. Piszę to tylko dlatego, żeby pokazać, że dużo widziałem i mam sporo doświadczenia jako ojciec kartingowy.
  • w 2023 Julia i Maks jadą w Jastrzębski Racing – świetny i profesjonalny zespół, który jest/był największym konkurentem teamu promotora w kategoriach Junior i Senior zarówno w serii RokCupPoland jak i KMP.
  • z reguły pomimo wielu niedociągnięć starałem się wspierać serie, w której jechaliśmy i publicznie nie wyrażać swoich krytycznych opinii.
  • postaram się bez odnośników personalnych, bo nie mam zamiaru nikogo piętnować, a bardziej zależy mi na tym, żeby przekazać krytyczne zdanie wielu rodziców, które od dawna pojawiają się w rozmowach prywatnych i na zamkniętych grupach
  • największy żal mam do organizatorów i sędziów, że ich brak zainteresowania i profesjonalizmu doprowadził do tego co się wydarzyło – nie winie kierowców, bo wiele zdarzeń było skutkiem zaniedbań, a nie ich przyczyną.
  • tak więc głównym adresatem tego wpisu są sędziowie oraz organizatorzy/promotorzy obu serii – tak, wiem, nie jeździliśmy w tym roku w Rotaxie (i w 2023 zmienił się promotor) niemniej jednak wiele uwag odnosi się do obu serii.
  • chociaż starałem się zachować jak najwięcej obiektywizmu to jest to moja subiektywna ocena i nie mam zamiaru wdawać się szczegółowe dyskusje o szczegóły które przytaczam poniżej.

Do meritum:
Wersja krótka – to co się wydarzyło wczoraj – w pierwszym dniu 3 rundy KMP – to kulminacja wielu zdarzeń, które się nasilały od jakiegoś czasu – przelało czarę goryczy. Poprzez działania lub raczej zaniedbania sędziów i stosowanie podwójnych standardów oraz pośrednio promotora ROK Cup Poland skutecznie zostałem zniechęcony do jakichkolwiek dalszych startów w Polsce. Po prostu jest to bagno, w którym nie mam już więcej siły i chęci się taplać. Zbyt dużo poświęcamy pracy, czasu i pieniędzy, żeby co chwilę patrzeć na zdziwienie moich dzieci i tłumaczenie im, że „taka była decyzja sędziów i musimy się z tym pogodzić”

A teraz wersja dłuższa i rozbudowana
Najpierw kilka faktów:

  • już od rana atmosfera w padoku była napięta. Mechanicy i kierowcy konkurencyjnego teamu nawet nie kryli się z tym, że ściągnęli dodatkowego kierowcę, żeby dopilnował, „żeby Jastrzębie nie dojechali”
  • pierwszy wyścig – mój syn startował z 5 pozycji. Z mojej perspektywy na trybunie widać było, że kierowcy na pozycji 3 i 4 z konkurencyjnego teamu zjechali się bokami i obaj spadli w dół stawki dzięki czemu Maks zyskał te 2 pozycje. Po czym jeszcze w trakcie wyścigu okazało się, że Maks dostał 5s kary. Wizyta u sędziów i próba odwołania, bo na zderzakach brak jakichkolwiek śladów kontaktu, a Maks miał dokładnie takie samo zdanie jak ja. Po czym co sędziowie powiedzieli? No mamy kamerę, ale z tej perspektywy to nie za bardzo widać czy był kontakt Maksa czy tylko kierowców z przodu, ale karę już przyznaliśmy….
    wyścig drugi, i tu się dopiero zaczęło:
    – start, Oliwier Kobiela (lider klasyfikacji Senior) miał problemy z odpaleniem wozu przez co nie zdążył odzyskać swojej drugiej pozycji przed czerwonym słupkiem. Na starcie cała lewa strona „zaspała” co najmniej o 4 długości karta, a tył był mocno rozjechany. Pomimo tego wyścig został puszczony. Przypadek? Przez cały sezon sędziowie przez dużo drobniejsze rzeczy nie puszczali wyścigów, a tym razem wszystko było super i cacy, więc wyścig spokojnie można było puścić
  • około 3 okrążenia zaczął padać deszcz. Na piątym okrążeniu jak zaczęło już lać sędziowie wyciągnęli żółto czerwone flagi. Ludzie z trybuny zaczęli się chować przed deszczem pod trybuną, więc nie był to drobny deszczyk
  • po piątym okrążeniu na długiej prostej kierowcy wpadli w strugi deszczu i mój Maks jako pierwszy stał się pasażerem swojego karta i z dużą prędkością przebił się pod ogrodzeniem na pole zjazdowe pod samą trybuną. Po chwili obok niego wyleciał Oliwier i jeszcze co najmniej 2 osoby. W tym momencie nie wiem co się dalej działo, bo wypadek(dki) wyglądały bardzo dramatycznie i niebezpiecznie i moja uwaga była skupiona na Maksie
  • całość wyglądała bardzo niebezpiecznie i sam nie wiem czy lepiej, że Maks i pozostali przebili się pod ogrodzeniem co trochę zamortyzowało prędkość czy ogrodzenie powinno być lepiej zabezpieczone, żeby nie można było się pod nim przebić. Całe szczęście, że było to pomiędzy przęsłami i nie w miejscu gdzie były przekątne linki stalowe, bo mogły by zadziałać jak gilotyna dla kierowców. O ile dobrze pamiętam to w tym miejscu w poprzednich latach były osłony amortyzujące, których teraz zabrakło.
    Zarówno Maksa jaki Oliwiera kart był zgruzowany i do wyrzucenia, ale i tak całe szczęście, że kierowcy wyszli prawie bez szwanku
  • po takim wypadku wyścig nie został przerwany ze względu na wypadek, wyścig został wstrzymany na wymianę opon. Sędziowie chyba nie dostrzegli, że przez ich spóźnione decyzje doszło do bardzo niebezpiecznych wypadków gdzie kierowcy wpadali na siebie, więc tylko wstrzymali wyścig na zmianę opon….
  • po wyjściu z ambulatorium jakieś 15-20 minut później poszedłem do namiotu, żeby poinformować, że z Maksem jest wszystko ok. A tam cały team walczył o to, żeby przygotować Oliwierowi nowy wózek, aby mógł kontynuować wyścig
  • wróciłem na tor, a tam na polach zjazdowych stali wszyscy kierowcy ”wstrzymanego” wyścigu. Ale oprócz kierowców i ich mechaników byli tam inni członkowie teamów, kierowcy z innych kategorii rodzicie i ogólnie każdy kto miał ochotę tam wejść.
  • wózek Oliwiera wrócił na tor, ale Oliwier nie został dopuszczony do restartu, bo nie zdjęli opon ze zgruzowanego wózka w parku zamkniętym.
  • tuż przed restartem kierowca jedynego słusznego teamu poprawiał sobie zaczepy przedniego zderzaka i jeszcze go kopnął. Kilka osób to widziało i kilka osób zgłosiło to do sędziów. Na co sędziowie: – sprawdzimy to na kamerach, ale zaraz …… akurat w całej strefie zjazdowej przed trybunami nie było żadnej kamery – wiem bo przyglądałem się temu wcześniej jak widziałem, że jeden z zawodników poprzez najechanie na wóz innego zawodnika próbował sobie wyciągnąć wbity zderzak. Oczywiście bez konsekwencji. Ale o tym jeszcze później.
  • już po wyścigu z godzinę później ktoś zobaczył, że sędziowie wizytują namiot teamu promotora, a kilka minut później Maks i Oliwier zostali wezwani do sędziów gdzie poinformowano ich o tym, że zostali wykluczeni z całych zawodów za to, że nie zostawili opon w parku zamkniętym i bez zgody sędziego zabrali zgruzowane gokarty do wymiany i chyba za to, że Maks zamiast zjechać na wagę ze zniszczonym sprzętem pojechał sobie karetką do ambulatorium (ironizowane).
  • tak nasi mechanicy popełnili błąd, ale też zastanawiałem się jak do tego mogło dojść, bo nie raz widziałem, że przy przerwanych wyścigach kierowcy mogli podmienić zniszczony sprzęt na drugi. I doszło do mnie, że Poznań jest jedynym torem na jakim byłem (a byłem na naprawdę wielu torach w całej Europie), gdzie strefa zamknięta – tor, park maszyn, strefa startowa i strefa zjazdowa – jest naprawdę zamknięta i do której bez zgody sędziego nikt nie może wejść ani wyjść. Pech chciał, że w tym całym chaosie każdy mógł sobie wejść i wyjść do strefy zjazdowej. Wg relacji kilku osób podobno sędzia powiedział w pewnym momencie do naszych mechaników „zabierzcie te zniszczone wozy stąd, bo ludzie się gapią”. Czy tak było czy nie tego nie wiem. Tylko znowu, błędów było wiele, kary można było dać każdemu za sporo rzeczy, ale postanowiono po donosie z jedynie słusznego teamu ukarać Maksa i Oliwiera przez co Oliwier stracił szansę uzyskania tytułu Mistrza Polski, a Maks szansę na podium.

Tyle faktów z wczorajszego dnia. Czy nasi mechanicy popełnili błąd – niestety tak. Ale czy to była ich wina- dla mnie pozostaje kwestią sporną. Chaos, emocje, adrenalina, ulewa i zaniedbania sędziów spowodowały, że wyszło jak wyszło. Ale właśnie o zaniedbania sędziów i organizatorów i stosowanie podwójnych standardów mam największe pretensje. Jeśli wszystko byłoby zorganizowane i dopilnowane profesjonalnie to byłby normalny start, nie doszłoby do bardzo niebezpiecznych wypadków i to co wydarzyło się później nie miałoby miejsca. Chłopaki nie mogliby zabrać ani opon ani wózków bez wiedzy i zgody sędziego.

To tylko kulminacja mojej frustracji, ale jest mnóstwo przypadków takich zaniedbań i stronniczości szczególnie w stosunku do kierowców z teamu który najbardziej zagraża jedynie słusznemu teamowi promotora. Przytoczę kilka, które mnie najbardziej frustrują:

  • zero kar w sezonie za zdarzenia wyścigowe w jedynie słusznym teamie (prześledziłem wyniki z tego roku – kilka ostrzeżeń, kara za wyprzedzanie na żółtej i kara za wyjazd z tunelu. Przypadek? Może tak, ale nawet czysto statystycznie jest to mało prawdopodobne
  • tworzenie przepisów pod subiektywne opinie – kilka tygodni temu po podejrzeniach, że jeden z naszych kierowców majstrował przy zderzaku na okrążeniu zjazdowym zostały uchwalone dodatkowe punkty regulaminu, że za podjeżdżanie do innego kierowcy lub wyprzedzanie może zostać nałożona kara za zderzak. Już wtedy od razu wyraziłem swoją opinię, że jest to bardzo subiektywne i kontrowersyjne. Bo kara może być nałożona jak coś się komuś będzie wydawało, ale nie musi. No i wczoraj widziałem, ze w strefie zjazdowej po zjechaniu z toru było sporo wyprzedzeni i co najmniej jedna próba wybicia sobie zderzaka. Nie wspominając o zdarzeniu ze zderzakiem przed restartem, który opisałem powyżej. Czy została nałożona jakaś kara? Oczywiście nie. Czy sędziowie coś widzieli? Nie wiem, bo akurat tam kamery żadnej nie było, ale jeśli coś takiego zrobiłby któryś z naszych kierowców, wtedy szybki donosik od jedynie słusznego teamu i karę można dać….
  • zdarzenie ze Słomczyna na poprzedniej rundzie Roka – w parku zamkniętym mechanik z jedynie słusznego teamu głośno zaczął krzyczeć i grozić Maksowi. Nawet chciał się rzucić do niego z lapami, ale przeszkodził mu Maksa mechanik. A co zrobił sędzia, który był tego świadkiem – obrócił się na pięcie i odszedł, żeby potem powiedzieć, że on akurat niczego nie zauważył – tak łatwiej, nie, panowie sędziowie?
    Potem jeszcze z namiotu teamu promotora mechanicy krzyczeli do Maksa, żeby lepiej nie przyjeżdżał do Zielonej Góry, bo pożałuje. Oni nawet się z tym nie kryli. Chociaż wyzwiska i krzyki ze strony innych mechaników, a nawet rodzica z jedynego słusznego teamu zdarzały się już wcześnie i tylko nasilały. Skończyło się na tym, że wczoraj na koniec dnia część mechaników i przynajmniej jeden kierowca z jedynie słusznego teamu przechodząc obok naszego namiotu rzucił do Oliwiera i pozostałych osób które akurat tam stały – „powodzenia jutro na wyścigach”. Czy mam pretensje do mechaników czy kierowców. Trochę tak, ale jednak największe pretensje mam do sędziów, że dopuścili do takiej eskalacji emocji i zdarzeń. Przez 3 lata jeżdżenia za granicą nie spotkałem się ani razu z takim czymś i takie sytuacje są niedopuszczalne. Tymczasem u nas sędziowie wolą nie widzieć i nie słyszeć, szczególnie jak zamieszani w to są członkowie teamu promotora. Jeśli się nie reaguje, a podobne przypadki miały już miejsce i w zeszłym roku i w innych seriach, to będzie się to eskalowało. Z resztą takich przypadków złośliwości, wyzwisk, przezwisk w paddocku jest coraz więcej. Jakby sędziowie reagowali, jakby nie zakrywali oczu i uszu, jakby były pilnowane zasady fair play do takich sytuacji by nie doszło.
  • jeśli tory byłyby odpowiednio zabezpieczone, dobre kamery w odpowiednich miejscach, a sędziowie byliby tam gdzie mają być i odpowiednio reagowali to łatwiej było by sprawdzić czy coś miało miejsce czy nie. A tak każda decyzja na korzyść jedynie słusznego teamu, bez poparcia dowodami, bo akurat „tam nie mamy kamery”, albo „mamy kamerę, ale nie pod tym kątem” z mojej perspektywy wygląda bardzo źle. Szczególnie, że tych przypadków jest naprawdę sporo. Takie relacje pomiędzy sędziami a promotorem, który jednocześnie jest właścicielem jednego z głównych teamów serii a do tego ma dostęp do silników i plomb jednak nie wpływają pozytywnie na przestrzegania zasady fair play. Nie raz pojawiały się plotki o „wałach” na silnikach, ale u nas nigdy sędziowie nic nie znaleźli. Jednak ciekawe, że na zagranicznych zawodach kierowcy teamu promotora dostali bodajże dwa razy dyskwalifikacje za nieregulaminowe silniki…..
    Mój Maks przez ostatnie 3 lata za granicą nauczył się, że na torze jest walka od pierwszego do ostatniego miejsca a stawka bardzo wyrównana. Przy wyprzedzaniu bardzo często jest kontakt, ale to nie znaczy, że za każdym razem dostaje się kary. Niemniej jednak w polskim sędziowaniu prawie każdy kontakt, szczególnie z kierowcą z jedynie słusznego teamu kończy się karą dla naszych kierowców. Lepiej jest jak w przypadku Marcela Kasprzyckiego (jeszcze wczoraj lider klasyfikacji Junior Rok) kierowca przed nim jadąc zygzakiem przed 4 okrążenia blokował Marcela przed wyprzedzeniem. Na jednym okrążeniu na prostej zmienił tor jazdy w lewo i prawo 4 razy. Czy była kara? No nie, bo nikt z sędziów nie zauważył akurat tego…..

Myślę że dzisiaj książkę można by napisać na ten temat zarówno w Roku jak i w Rotaxie. Z doświadczeń widzę, że szefowie teamów nie bardzo chcą/ mogą coś zrobić, bo nie chcą się narażać na konflikt z promotorem. W końcu to ich praca i oni tu zostaną, a kierowcy i ich rodzice przychodzą i odchodzą. I jak nasz promotor powiedział do kogoś z rodziców – nie wy to przyjdą następni – to nikt nie słucha tego co rodzice mają do powiedzenia. Nie ma żadnej komunikacji z rodzicami – bo po co. Kilka razy w przeszłości próbowałem coś zmienić, coś zrobić, ale nikt nie chciał słuchać. Więc po prostu ma dosyć. A prawda jest taka, że to my rodzice wypruwany sobie żyły, poświęcamy bardzo dużo czasu energii i pieniędzy, kosztem wielu wyrzeczeń, żeby nasze dzieci mogły się ścigać i to my płacimy za to, żeby ten sport funkcjonował. Więc może warto panowie, żebyście zaczęli nas rodziców słuchać. A jestem przekonany, że piszę w imieniu wielu rodziców, którzy na co dzień wolą się nie wychylać.
Ja już nie mam ochoty niczego zmieniać. Wszelkie próby i działania rodziców są niemal w 100% ignorowane przez promotora nie wspominając, że PZMot, GKSK , sędziowie w ogóle nie są zainteresowani słuchaniem zdania rodziców. Ci co mogą sobie na to pozwolić a podchodzą na poważnie do tego sportu omijają polskie serie z daleka. To widać po frekwencji, która spada z roku na rok.
Panowie – otrząśnijcie się – bo niedługo będzie Was więcej niż kierowców na torze. Chyba że promotor RokCup Poland dąży do tego, żeby w przyszłości zrobić serię monomarkową i monoteamową – gdzie będzie miał pełną kontrolę nad sędziami sprzętem, silnikami, będzie właścicielem jedynego teamu i wtedy dopiero będzie super.
Jeśli ktoś z Was doczytał jeszcze do tego miejsca i jednak jest w stanie coś z tego wyciągnąć i jednak postanowi coś z tym zrobić i zmienić to myślę, ze znajdzie się grupa rodziców, którzy powiedzą Wam co robicie źle.
I tak jak napisałem na wstępie – Panowie z Rotaxa – chociaż opisane powyżej zdarzenia nie dotyczą serii Rotax, to jednak weźcie (albo i nie – jak chcecie) sobie to do serca, bo czytam różne opinie na zamkniętych grupach rodziców i u Was też nie jest za kolorowo – szczególnie po ostatniej rundzie w Trzyńcu.

A i pytanie do rodziców? Czy wiecie jaki ma zakres ubezpieczenie Waszych dzieci w przypadku wypadku na torze, hospitalizacji i nie daj boże dalszego leczenia? Okazuje się, że prawie żaden.